wtorek, 17 kwietnia 2012

Rozdział VII

Następny tydzień minął całkiem fajnie. Pokazałam Liamowi całą okolicę i szczerze mówiąc zdziwiło mnie to, że tak bardzo chciał zwiedzać dalej. Byliśmy w parku, gdzie cudownie śpiewały ptaki, byliśmy na placu zabaw gdzie wesoło bawiły się dzieci i byliśmy kilka razy w kinie na nie do końca interesujących filmach. Dzisiaj mieliśmy zamiar wybrać się do pobliskiej kafejki na jakieś ciastko. Słońce prażyło niesamowicie i nawet przez chwilę nie zawiał wiatr. Payne siedział już na dole i pewnie czytał kolorowe czasopisma leżące na stole. Założyłam szybko swoje krótkie, białe spodenki i luźną niebieską bluzkę. Weszłam z szerokim uśmiechem do pomieszczenia gdzie znajdował się mój kuzyn i puściłam mu oczko. Ruszył w moją stronę i dźgnął mnie palcem z lewy bok. Zachichotałam, a po chwili spiorunowałam go wzrokiem. Oznajmiłam mamie, że wychodzimy i już po kilku sekundach staliśmy za murami domu. Och, było tak gorąco, że nie dało się oddychać. Z mojego czoła zaczęły cieknąć niewielkie kropelki potu. Liam zauważył to i zaczął się ze mnie śmiać.
-Jesteś tak gorąca, że ta pogoda nie powinna na ciebie działać. - uniósł  do góry brwi poruszając nimi w zabawny sposób. To miał być komplement czy raczej ironia ? 
-Echem... i mówi to koleś, który sam wyciska z siebie wody. - pokazałam mu język śmiejąc się przy tym głośno.
Droga zleciała nam szybko i nim się obejrzeliśmy, byliśmy już przed drzwiami kafejki. "U Cowella" - przeczytałam duży szyld na budynku i weszłam do środka ciągnąć za sobą towarzysza. Mimo, że kawiarenka znajdowała się niedaleko mojego domu, nigdy w niej nie byłam. Właściwie to nigdy nie chodziłam na ciastka, bo nie miałam z kim. Harry zawsze zabierał mnie w inne miejsca. Chłopak z kręconymi włosami znów pojawił się w moich myślach. Wciąż przeżywałam jego wyjazd. Towarzystwo Payne'a dawało mi otuchy, ale to nie to samo co przy Hazzie. Z nim czułam się w pełni szczęśliwa. Nawet głuche cisze nie były dla nas niezręczne. Do głowy wpadło mi pewne wspomnienie związane z przyjacielem. Było to jedno z najlepszych wspomnień z nich związanych.
Trzy dni przed jego wyjazdem. Hazz wpadł do mojego pokoju z hukiem i rzucił mi się w ramiona. Napędził mi wielkiego stracha kiedy nagle zaczął płakać z niewiadomych przyczyn. Dopiero po kilkunastu minutach stuknął mnie lekko w głowę i zaczął się śmiać. Wyobrażam sobie jaką musiałam strzelić wtedy minę. Nie miałam zielonego pojęcia o co mu chodziło. Łzy ciekły mu przez dobre osiem minut, a już za chwilę leżał na ziemi ze śmiechu. Ja rozumiem, że dziewczyny mają wahania nastroju i w ogóle, ale on ? 
-Harry co to ma znaczyć ? - spojrzałam na niego zdezorientowana, a on zaczął się jeszcze głośniej śmiać.
-Och, dlaczego tego nie nagrałem ? Byłabyś gwiazdą internetu. - spojrzał na mnie i znów wybuchnął śmiechem.
-Przestań. Naprawdę się wystraszyłam. - naburmuszona usiadłam na swoim łóżku i odwróciłam wzrok w stronę okna.
-Nie gniewaj się. Lubię patrzeć jak się wkurzasz...
-No to proszę, patrz. - odrzekłam szybko i pokazałam mu język.
-Daj mi dokończyć. Lubię patrzeć jak się wkurzasz... - przysiadł obok mnie i położył swoją prawą dłoń na moim udzie. Natychmiast zrobiło mi się gorąco i czułam jak policzki zaczynają mi się czerwienić - ... ale to nie jest przyjemne uczucie kiedy się na mnie gniewasz. - dokończył i przejechał dłonią po mojej nodze kończąc na łydce. Śledziłam wzrokiem jego palce, które od czasu do czasu wystukiwały na mojej kończynie jakiś  rytm. Spojrzałam na Harry'ego chcąc wyłapać z jego twarzy jakieś uczucia, ale pech sprawił, że on także patrzył prosto na mnie. Nasze oczy się spotkały i wpatrywały w siebie przez jakiś czas. Nie byłam w stanie dokładnie określić ile to trwało, bo myślami byłam całkiem gdzie indziej. Nigdy nie czułam się tak przy Stylesie. Dotykaliśmy się przecież nie raz. Jednak tamte gesty nie wywołały u mnie motylków w brzuchu. Podniosłam rękę i ...
- Heeeeeeeeeej ! - Liam "pomachał" mi tuż przed nosem i spojrzał na mnie zaskoczony. Kiedy napotkałam jego wzrok odetchnął z ulgą. - Boże, myślałem, że zamroziło cię albo zasnęłaś z otwartymi oczami.
-Przepraszam, zamyśliłam się. - zerknęłam kątem oka na kafejkę. Szczerze mówiąc nawet nie spostrzegłam kiedy usiedliśmy, a miejsce mieliśmy całkiem dobre. Przy bufecie stała wysoka dziewczyna o brązowych włosach zwisających niewiele za ramiona. Miała niebieskie oczy i wyraziste rysy twarzy. Wyglądała na bardzo młodą i na pierwszy rzut oka wydawała się być całkiem miłą dziewczyną. Po chwili podeszła do naszego stolika z notesem w dłoni i zapytała o zamówienie.
-Ja poproszę sernik i jakiś chłodny napój. - spojrzałam na nią ukradkiem i dostrzegłam, że owa dziewczyna była na pewno w moim wieku. Może dorabia sobie tutaj przez wakacje ? 
- A dla pana ? - spytała i spojrzała z szerokim uśmiechem na mojego kuzyna. Ku mojemu zdziwieniu on wcale nie miał zamiaru niczego zamawiać. Wlepił swój wzrok w kelnerkę i się do niej uśmiechnął.
- Jaki pan ? Liam jestem. - podał jej swoją dłoń, a ona zwinnie, ale delikatnie ją ujęła.
- Miło cię poznać. Mów mi Dominika. - puściła mu oczko śmiejąc się przy tym cicho.
- A ja jestem Lou... ble ble ble... kogo to obchodzi ?  - wymamrotałam pod nosem z nadzieją, że nikt tego nie usłyszy, ale owa Dominika miała najwyraźniej bardzo dobry słuch.
- A więc ciebie także miło poznać, Lou. - posłała mi uśmiech, który z niechęcią odwzajemniłam. - W takim razie czego sobie życzysz, chłopcze ? - znów zwróciła się do Payne'a . Tym razem jednak zamówił coś do jedzenia. 
-Co to miało znaczyć ?! - wrzasnęłam, kiedy dziewczyna poszła z zapisanym notesikiem do innego stolika. 
-Nic. To już nawet nie można uśmiechnąć się do kelnerki ? - zapytał ze słodkim uśmiechem na twarzy.
-Gdyby to był jeszcze uśmiech... ty z nią flirtowałeś, Liam. To było czuć na kilometr. - pokiwałam głową i wróciłam do swojej wcześniejszej pozycji, gdyż przed nami znów pojawiła się wysoka szatynka.
-Smacznego życzę ! - podała mi mój sernik i colę, a obok Liam'a postawiła deser lodowy.
-Dzięki. - uśmiechnęłam się do niej, bo zauważyłam, że starała się być miła. A może była ? Tylko, że ja nie przywiązywałam do tego większej uwagi. Chyba za szybko oceniam ludzi. Westchnęłam cicho i
zabrałam się za ciastko leżące przede mną.
Kiedy oboje skończyliśmy jeść, zaczęliśmy najzwyczajniej w świecie rozmawiać.  O wszystkim i o niczym jak to się mówi.
- Do widzenia ! - usłyszeliśmy z daleka i dostrzegliśmy, że "nasza koleżanka" właśnie kończy swoją dniówkę i kieruję się w stronę wyjścia.
-Zaczekaj ! - zawołał Liam, a ta się odwróciła i wydała z siebie tylko ciche " hyym ?" . Szatyn zapytał ją o to, czy nie chciałaby może wybrać się z nim jutro na spacer. Dominika kiwnęła głowa i wspomniała, że miło by było gdybym przyszła także ja. 
-Przepraszam, ale strasznie się spieszę. - skrzywiła się i wyjrzała przez okno jakby patrzyła na kogoś lub coś.
- Jasne, leć. Spotkamy się tutaj o tej samej godzinie, dobrze ? 
- Pewnie. Do zobaczenia ! - pokiwała nam na pożegnanie i jak z procy wyleciała na zewnątrz.
-No, całkiem zabawna z niej osóbka. - wzruszyłam ramionami i rozejrzałam się dookoła. W kawiarence zaczęło powoli pustoszeć, co oznaczało, że my także powinniśmy się już zbierać. Zapłaciliśmy rachunek, wyszliśmy i pokierowaliśmy się w stronę domu.

-Mama gdzieś wyszła. Zostawiła kartkę na stole. - podniosłam do góry kawałek białego papieru i pokazałam go Liamowi. Ten kiwnął głową i usiadł na kanapie włączając telewizję. - Szkoda, że pojutrze wracasz do domu. Mam nadzieję, że będziesz odwiedzał  nas częściej. - podniosłam brew do góry i zdałam sobie sprawę, że mój tymczasowy współlokator wcale mnie nie słuchał, bo w telewizji leciał jakiś mecz. Westchnęłam i udałam się do łazienki. Przysiadłam sobie na pralce i wyciągnęłam z kieszeni swoją komórkę. Przez chwilę bawiłam się nią w dłoniach, aż w końcu wybrałam pewien  numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo ? - odezwał się głos po drugiej stronie.
-Cześć, Harreh. To znów ja. Nie przeszkadzam, prawda ? - zapytałam .
- Nie. Miło słyszeć twój głos. - zaśmiał się melodyjnie, a przed moimi oczami ukazał się jego obraz. Przez ułamek sekundy widziałam jego szeroki uśmiech, z którego wyłaniały się białe jak śnieg zęby, a niesforne loczki opadały na czoło. 
-Twój też. Tęsknię...- powiedziałam ze smutkiem i zaczęłam bawić się breloczkiem od kluczy, który teraz zdawał się być całkiem interesującym przedmiotem. - Nawet nie wyobrażasz sobie tego jaką pustką tu wieje odkąd cię nie ma. Tak, na szczęście mam Liama, ale nikt nie zastąpi ciebie. Jesteś idealny sam w sobie. - uśmiechnęłam się do siebie i oparłam głowę o ścianę.
-Nie zamartwiaj się tym, Louise... Może niedługo się zobaczymy. w końcu aż tak daleko od siebie nie mieszkamy. A zresztą przyjechałbym do ciebie nawet jeśli dzieliłyby nas miliony kilometrów.
-No widzisz ? Właśnie dlatego tak bardzo mi ciebie brakuje. Wracaj do mnie ! - powiedziałam z grymasem i mimowolnie kopnęłam nogą w szafkę.
-Widzę, że stałaś się trochę nerwowa. - zrobił głośne "hahaha" , co znacznie poprawiło mi humor.
-Idę do Liama. Pewnie rozsypał czipsy na kanapie. A mama nie bedzie zadowolona z takiego widoku. 
- Pozdrów ją ode mnie.
-Ty swoich rodziców też ode mnie uściskaj. - uniosłam kąciki ust do góry i czekałam az Harry pierwszy zacznie się ze mną zegnać. Tak tez zrobił. na szczęście.
- Dzięki, że zadzwoniłaś. Twój głos jest jak anielski śpiew, jak woda na pustyni  .- mówił tak poetycko, że zaczęłam się z tego śmiać mimo,  że wywołało to u mnie niezwykłe uczucie. 
- Tak, tak, Lokaty. Daruj sobie takie teksty. - powiedziałam dalej się śmiejąc. Hazz nie był dłużny i także zaczął chichotać.
- Pa, mała. Śpij dobrze.
- Jest dopiero piąta po południu . Powinieneś chyba spojrzec na zegarek.
- To tak na zapas. Jak się kogoś ko....ach, nieważne. Do usłyszenia ! - odpowiedział szybko.
- Jak się kogoś kooooo to co ? - zapytałam cwanie i oczekiwałam od przyjaciela odpowiedzi.
- Powiem ci jak się zobaczymy . Idź wreszcie do salonu, bo jeszcze chwila a zatopisz się w chrupkach !
- Okey, okey. Na razie.
Odłączyłam się . Weszłam do pokoju, ale na szczęście panował  w nim porządek. Przysiadłam się obok kuzyna, oparłam głowę o jego ramię i zaczęłam wpatrywać się w ekran telewizora. Chociaż tak naprawdę nie interesowało mnie to, co w nim właśnie leciało.
______
Dobra, kompletny brak weny. Ale długo nie dodawałam więc musiałam jakoś się zebrać. 
Jakiekolwiek pytania ? Mój twitter : @MarikaLoves1D
A tutaj drugi blog :) [o Larrym] : KLIKNIJ
Dziękuję za przeczytanie ; )

11 komentarzy:

  1. No kurde jaki brak weny sie pytam ! Ten rozdzial powala swoją zajebistością. No i dodawaj szybko nowy . :-)

    @dominikaahearts

    OdpowiedzUsuń
  2. życzę duuuuuuużo weny bo nie mogę się doczekać nastęnego:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Boze jaki boski <3 dodawaj czesciej bo uwielbiam twoj blog . Prosze <3

    OdpowiedzUsuń
  4. To kiedy następny.? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny :) dodaj szybko kolejny ;> xx

    OdpowiedzUsuń
  6. masz świetnego bloga, tak fajnie się go czyta że aż chce się więcej :)
    zapraszam też do mojego bloga ;
    http://strawberryendjelly.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Czemu to już koniec?! Ehh.. mam nadzieję, że nowy rozdział już niedługo :)
    I cieszę się, że mogę szczerze powiedzieć: było warto :D
    A i tak przy okazji chciałam dodać, iż styl jakim piszesz jest IDEALNY !

    OdpowiedzUsuń
  8. Cześć : ) założyłam bloga o One Direction i chciałabym poznać opinię innych ludzi na jego temat, jak masz czas i ochotę to wpadnij i skomentuj :33
    www.crazyidiotsonedirection.blogspot.com

    jeśli chcesz wklej też w komentarzu adres swojego bloga ;3

    OdpowiedzUsuń
  9. o jaa zajebiste!;p
    Zapraszam na 12 rozdział:D Wielkie Come back:D i prosze o szczere opinie w komentarzu:* http://it-say-me-desire-that.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny rozdział, naprawdę fajny pomysł na opowiadanie! i wiesz co? Przyjaciółka postanowiła spróbować swoich sił w pisaniu, ja postanowiłam jej pomóc. Dlatego wszystkie fanki 1d proszę o uwagę!
    „Zadajcie sobie pytanie – co byście zrobili, gdybyście nagle dowiedzieli się, że umieracie? Że Wasze dni są policzone? Że od teraz ciąży nad Wami przerażająca świadomość tego, że nieuchronnie zbliżacie się ku końcowi. Zapewne większość z Was załamałaby ta wiadomość. Ale ona była inna. Chciała wycisnąć z życia jak najwięcej, niczego nie żałować, cieszyć się każdą chwilą. Póki jeszcze mogła. Nazywa się Catalonia, a jej czas dobiega końca. 50 postanowień na 5 lat życia, młoda pełna energii dziewczyna i pięciu zagubionych chłopców.”
    http://www.i-wont-let-you-go.blogspot.com/
    Nowe opowiadanie o One Direction. ZAPRASZAM SERDECZNIE!

    OdpowiedzUsuń